Spektakl "Złe wychowanie", Teatr Jaracza
WP Film
25.03.2025

Najciekawsze spektakle i wystawy, które wciąż można obejrzeć. Zdecydowanie warto

Co ciekawego dzieje się na polskich scenach teatralnych i w galeriach? Oto wybrane propozycje nowych ciekawych spektakli i wystaw, które wciąż można jeszcze obejrzeć i zdecydowanie warto to zrobić.

Transformacje. Nowoczesność w III RP - wystawa w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie, dostępna do 18 maja

Ta ekspozycja to ostatni akord projektu, które krakowskie muzeum z wielkim powodzeniem realizuje od kilku lat. Chodzi o cykl wystaw pod wspólnym tytułem "4 x nowoczesność", które prezentowały kolejne etapy polskiej modernizacji, od przełomu XIX i XX wieku do dziś. Każda z nich pokazywała kontekst historyczny danego okresu, ale skupiała się przede wszystkim na tym, jak ducha epoki odzwierciedlały: sztuka, wzornictwo i architektura.

Nie inaczej jest w przypadku najnowszej wystawy, ostatniej z tej serii. Skupia się ona na czasach współczesnych, obejmuje okres gwałtownych przemian kulturowych i cywilizacyjnych, rozpoczętych w 1989 roku, które miały także ogromny wpływ na kształt rodzimej sztuki. Na obszernej ekspozycji można zobaczyć ważne dzieła z kilku ostatnich dekad, choćby zdjęcia Elżbiety Jabłońskiej, pokazujące matkę wychowującą małe dziecko jako superbohaterkę czy dokumentację akcji Piotra Uklańskiego, który na terenie Stoczni Gdańskiej ustawił tłum statystów w taki sposób, żeby stworzyli słynne logo Solidarności.

Ale ważnym elementem wystawy są także przedmioty znane z codziennego życia z czasów transformacji, np. akcesoria związane z rewolucją w dziedzinie komunikacji, polegającą na pojawieniu się telefonów komórkowych. Nie brakuje także wątków związanych ze zmieniającą się architekturą i ważnymi tendencjami w projektowaniu, np. zwróceniem się w stronę natury.

Zofia Rydet. Świat uczuć i wyobraźni - Muzeum Fotografii w Krakowie, wystawa dostępna do 4 maja

Zofia Rydet, twórczyni działająca w drugiej połowie XX wieku, ma dziś bezdyskusyjny status klasyczki polskiej fotografii. Do kanonu tej dziedziny sztuki weszła przede wszystkim za sprawą niezwykłego, imponującego rozmachem, przedsięwzięcia z pogranicza sztuki i nauki. "Zapis socjologiczny" to wynik prawie dwudziestu lat pracy, podczas których artystka robiła zdjęcia zwykłym polskim rodzinom w ich naturalnych środowiskach: mieszkaniach, warsztatach pracy, pracowniach.

Krakowska wystawa pokazuje jednak Rydet z zupełnie innej strony i wyrywa ją ze stereotypowego ujęcia: kronikarki życia codziennego późnego PRL-u. "Świat uczuć i wyobraźni" to jej wcześniejszy projekt, nietypowy o tyle, że autorka pokazująca z reguły rzeczywistość w niemal dokumentalny, reporterski sposób, posłużyła się zupełnie innymi środkami i zastosowała całkiem inne podejście.

To seria blisko stu nieco surrealistycznych kolaży, pokazujących w metaforyczny sposób kolejne etapy w życiu człowieka. Rydet nawiązała w tym projekcie do klasycznej strategii wczesnego modernizmu, który uwielbiał kolaż jako narzędzie uruchamiające wyobraźnię, ale podeszła do niej w bardzo oryginalny sposób - w przeciwieństwie do autorów słynnych kolaży z lat 20-tych, wykorzystujących cudze zdjęcia, często prasowe czy nawet reklamowe, posłużyła się wyłącznie własnymi pracami z wcześniejszych projektów. Zyskują one w tym ujęciu zupełnie nowy wymiar, a sama Rytel okazuje się raczej fotograficzną poetką, niż reporterką.

Spektakl "Złe wychowanie", autorstwa Huberta Sulimy (tekst i dramaturgia) i Jędrzeja Piaskowskiego (reżyseria), Teatr im. Jaracza, Olsztyn

To nie jest sceniczna adaptacja słynnego filmu Almodovara o seksualnych nadużyciach ze strony kleru, ale coś jest na rzeczy - Sulima i Piaskowski opowiadają o prywatnym życiu dzisiejszych polskich księży. Wbrew pozorom nie szukają jednak sensacji i nie starają się wywołać skandalu. Odzierają ten temat z medialnej otoczki i starają się dociec podskórnej prawdy o tym, jak inaczej od teoretycznych założeń i idealistycznych wizji wygląda codzienność księży.

Posłużyli się strategią, która znakomicie służy oderwaniu tej tematyki od publicystycznych ocen i nacechowanych emocjonalnie komentarzy. Rekonstruują na scenie sytuacje opisywane w reportażach i materiałach prasowych, pokazując księży jak zupełnie zwykłych ludzi, próbujących sobie radzić z zupełnie zwykłymi problemami. Można więc zobaczyć na scenie wizytę pary homoseksualnych księży u seksuolożki czy spotkanie towarzyskie kilku par małżeńskich, w których mężowie są księżmi.

Przewrotność tego znakomitego pod względem aktorskim, balansującego między reportażem a komedią spektaklu, polega na tym, że nie ma w nim ani trochę zmyślenia i fantazji - jeśli kogoś oburzy to, co zobaczy, musi pamiętać, że ogląda teatralny zapis rzeczywistości, tak jej bliski, jak to tylko możliwe w teatrze.

Narodowy Teatr Stary, "Straszny dwór"
Narodowy Teatr Stary, "Straszny dwór"

Spektakl "Straszny dwór", autorstwa Anny Obszańskiej (reżyseria) i Macieja Podstawnego (dramaturgia), Narodowy Teatr Stary, Kraków

Obszańska i Podstawny podjęli się niezwykłego zadania - współczesnego spojrzenia na absolutnie klasyczny tekst polskiej kultury, nieśmiertelną, kanoniczną operę narodową Stanisława Moniuszki. Zachowując jej strukturę i najważniejsze wątki, wywrócili ją jednocześnie na drugą stronę, obnażając pustkę mitów, które stworzyła. Formułują też bardzo wyrazisty głos, będący w mocnej opozycji do nakręcającej się coraz bardziej spirali militaryzmu i retoryki wojennej.

"Straszny dwór" rozgrywany w eleganckiej Sali im. Modrzejewskiej, to ociekający krwią, epatujący świadomie dozowaną brzydotą, będącą czasem wręcz na granicy ohydy, narodowy horror, w którym wojenni bohaterowie giną w brutalny sposób, a nakręcany niemal karykaturalną tromtadracją świat rodzimego zaścianka gnije, rozpada się i rozsypuje. Kwintesencją tego podejścia do narodowej tradycji jest robiący ogromne wrażenie pochód widm, przechodzących niezgrabnie przez całą scenę.

Znakomicie działa w tym spektaklu muzyka - przetworzone przez Małgorzatę Penkallę tematy z moniuszkowskiej opery i inne motywy patriotyczne, świetnie sprawdza się niezwykła, oparta na niezgrabności choreografia - Obszańska nie od dziś dała się przecież poznać, jako specjalistka w takich właśnie realizacjach, z niełatwymi zadaniami wspaniale radzi sobie obsada. To spektakl świadomie brudny, brzydki i trudny - jego oglądanie to przeżycie, którego warto doświadczyć, bo zostaje w głowie na długo.

Spektakl "Faustyna, falsyfikat" - autorstwa Mariusza Gołosza (tekst) i Ewy Galicy (reżyseria), Teatr Łaźnia Nowa, Kraków Nowa Huta

Z pozoru bardzo skromny spektakl, który zaraz po premierze zdołał wywołać potężny skandal. Wynikał on prawdopodobnie z oczekiwań, że będzie to hagiograficzna opowieść o jednej z najważniejszych bohaterek z uniwersum polskiego katolicyzmu, związanej z nieodległymi od Nowej Huty Łagiewnikami, św. Faustynie. Nic z tych rzeczy, a przynajmniej nie do końca.

Owszem, postać świętej męczenniczki jest tu punktem wyjścia, ale ta opowieść zmierza w nieco innym kierunku. To współczesna historia młodej dziewczyny, studentki malarstwa, która - tak jak św. Faustyna - szuka swojej drugi, sprawdza zarazem - też tak jak św. Faustyna - jak daleko może poświęcić samą siebie w intencji innej, wyższej sprawy.

Agnieszka Sawicka, młoda aktorka wcielająca się w tę postać, w bardzo ciekawy sposób pokazuje na scenie różne wymiary poświęcenia - ogromne wrażenie robi choćby świadomie przeciągnięta do granic wytrzymałości scena medytacyjnej, ale zarazem niemal transowej modlitwy. Znakomicie partnerują jej Katarzyna Krzanowska i Mateusz Flis - ta pierwsza tworzy postać mentorki, próbującej narzucić młodej artystce swoje spojrzenie na sztukę, ten drugi - typowego, ale na swój sposób bardzo intrygującego i interesującego incela, który próbuje wejść w relację z główną bohaterką. Ten spektakl to nie żywot świętej, ale bardzo ciekawe spojrzenie na ważne społeczne i emocjonalne problemy współczesności.

Zobacz także